niedziela, 17 stycznia 2016

Notatki filmowe:


SZTUKA FILMOWA PONAD WSZYSTKO ORAZ INSPIRACJE KINOWE W POEZJI


W tym krótkim szkicu chciałabym pokazać dlaczego moim zdaniem kino jest najważniejszą ze sztuk. Omówię krótko tę  fascynującą dyscyplinę  na tle innych dziedzin artystycznych, wyjaśniając jej szczególną rolę.   Odwołam się do myśli Gillesa Deleuza –jednego z najwybitniejszych filozofów  kina.  Na przykładzie filmu „Tlen” zarysuję jak kino splata różne gałęzie kultury i sztuki. Ponieważ poezja jest dla mnie równie istotną dziedziną  i sposobem mojej własnej ekspresji artystycznej podam kilka przykładów nawiązań do dzieł filmowych w tekstach poetyckich.  Wiersze  zajmą w tym eseju także bardzo doniosłą rolę i posłużą  mi  do zilustrowania   wielu myśli.

       Dla mnie   sztuka to zapisywanie głębokich doznań świata, to rejestrowanie w różnych formach naszej bliskości emocjonalnej z tym, co istnieje.  Najsilniej i najgłębiej żyją w nas   uczucia i wrażenia.
One stanowią  przedmiot artystycznych komunikatów.  O ich  pełnej wartości i odkrywczości  decyduje bogata łamiąca konwencje forma.
Przeżywanie i odczuwanie to proces dziejący się  cały czas, niepodzielny,  to wodospad,  buzujący, intensywny. Jak oddać te kaskady emocji i myśli by nie zatrzymywać procesu dziania się? Jaką nadać mu formę by angażował wszystkie zmysły i dawał w możliwie najbogatszy sposób ułudę realności?
Świadomie piszę o złudzie realności bo tworzyć sztukę możemy jedynie z pewnej meta-pozycji wobec życia, z perspektywy kogoś kto doznał tego świata na tyle mocno i dojrzał, by oddać swoje przeżycia.
Każda jednak dziedzina artystyczna w jakiś sposób spowalnia procesy psychiczne, unieruchamia je.
Poezja jako sztuka mi najbliższa na pewno jest w stanie wyrazić tajemnicę istnienia, oddać  jego metafizyczne aspekty a także pełnię zmysłowej urody świata albo też to wszystko razem.
Daje się to odczuć w wierszach jednego z moich ukochanych poetów Reinera Kunze
Biała noc
Niczego na niebie co
przykryje kochanków

Nawet skrawka
czarnego perlonu

Nic, tylko
oderwany guzik

I on też
Świeci


W najbardziej kunsztownych wierszach są jednak „słabe punkty poznawcze” wynikające z istoty samej poezji. Unieruchamiamy  przeżycia by nadać im zgrabną formę słowną, to unieruchomienie jest bardzo zauważalne a poza tym poezja angażuje jedynie naszą wrażliwość na język.
Do tego nie jest sztuką uniwersalną jak każda dyscyplina sztuki literackiej gdyż odbiór jej warunkuje znajomość danego języka  i stopień  duchowego zakorzenienia w nim,  a do tego jak napisał genialny Reiner Kunze

Wyretuszować da się

wszystko



oprócz

negatywu

w nas
 
 
 
Zatem retuszujemy wiersze, partytury, obrazy i zdjęcia.  Rzeczywiście zawsze nasze doznanie świata jest mocno przepracowane, czasem zmanierowane i tak naprawdę żadna sztuka nie odda nam tego rdzenia, negatywu , czystego doznania w jego pierwotnej postaci. Może jedynie być mu mniej lub bardziej wierna i bliska.
 Na pewno o kilka kroków bliżej do psychicznego dziania się,  bliżej czystej emocji  niż poezja jest  muzyka. To jedna z najbardziej abstrakcyjnych dziedzin artystycznych. Myślę tu jednak o muzyce klasycznej, jazzowej czy rocku progresywnym gdyż tylko te rodzaje muzycznej sztuki wykraczają poza arenę rozrywki i przyjemności a sięgają pewnej prawdy o świecie gdzieś dotykają ukradkiem  rusztowań bytu. Dla mnie muzyka jest sztuką bardzo konceptualną,  zbliżoną do filozofii, odpowiednikiem pojęć są dźwięki, mocno nasączone emocjami.  Muzyka podobnie, jak poezja nie angażuje wszystkich zmysłów.  To samo tyczy się malarstwa, fotografii  czy rzeźby.
   Według mnie najpełniejszą sztuką  pod względem bogactwa formy a raczej zharmonizowanych  form  przekazu i zaangażowania zmysłów  jest  film.
  W książce „1.Obraz ruch,2.Obraz czas” Gilles Deleuze pisze:
Wydaje się nam, że kino –właśnie ze względu na swoje cechy automatyczne czy psychomechaniczne- było systemem obrazów i znaków przedjęzykowych , w których powtarzało wypowiedzi w obrazach i znakach  właściwych temu systemowi
(…) Kino rozpatrywane jako psychomechanika  czy duchowy automat  odzwierciedla swoją treść ,swoje tematy, sytuacje i postacie. Nie jest to jednak prosta zależność, ponieważ to odzwierciedlenie zostawia miejsce na opozycje inwersje, jak również  rozstrzygnięcia i pojednania. Automat ma zawsze dwa współistniejące , komplementarne znaczenia, nawet gdy ścierają się one ze sobą. Z jednej strony to wielki automat duchowy, który oznacza  najwznioślejsze ćwiczenia myślowe , sposób w jaki myśli się myśl i w jaki ona się myśli w fantastycznym samodzielnym wysiłku; w tym właśnie sensie Jean  Louis Schefer może sadzić, że kino to olbrzym ukryty w naszych głowach, kartezjański nurek , manekin czy maszyna , nienarodzony człowiek mechaniczny który wprowadza świat w stan zawieszenia. Ale z drugiej strony automat jest również automatem psychologicznym , który nie zależy już od zewnętrza , bo jest autonomiczny , tylko dlatego, że jest pozbawiony własnego myślenia i posłuszny wewnętrznemu wrażeniu, które rozwija tylko w wizjach i podstawowych działaniach (od marzyciela do lunatyka i na odwrót  za pośrednictwem hipnozy, sugestii , halucynacji, myśli prześladowczej i tak dalej.”
Rozwijając  myśl  Deleuza ; kino sięga do tego co najbardziej pierwotne , do tego co egzystuje w nas przed językiem . Żywi się rdzenną duchowością ludzką- obrazami , mitami wydobytymi wprost z naszej podświadomości.  To tworzywo nasycone jest bogatymi symbolami naszej kultury , umysłowością a także stanami psychicznymi.  Te kody, „spirale psychicznego ludzkiego DNA” można czytać na wielu płaszczyznach  i poziomach. Mówiąc całkiem metaforycznie kino w jakiś sposób  jest „mitycznym  herosem”  i  „takim duchowym Lewiatenem połykającym i żywiącym się wszystkimi znamionami kultury i pop kultury”.  Zgłębiając   film można dokonać  jego analizy na gruncie filozofii i semiotyki. Można doszukiwać się konotacji z literaturą, malarstwem, rysunkiem czy animacją.  Praktycznie w sztuce filmowej obecne są wszystkie dyscypliny artystyczne: fotografia, malarstwo, literatura, muzyka.  Przykładem  takiego bogatego we wszystkie komponenty artystyczne  obrazu ruchomego jest najnowszy film  Iwana Wyrypajewa  „Tlen”.
„Kislorod”(oryginalny tytuł rosyjski) to bowiem katarzis a jednocześnie zrobiona z polotem satyra na różne zjawiska społeczne-rzeczywistość reklam i internetu, wojny religijne, konflikty międzyludzkie i globalne. To  przede wszystkim traktat filozoficzny który próbuje w bardzo niekonwencjonalny i zupełnie świeży sposób odpowiedzieć na pytanie-ba na odwieczny problem egzystencjalny:
”Skąd zło”? Mamy wycieczkę po Biblii ale też mity uliczne. Mimo tak zaangażowanej problematyki forma filmu jest niesamowicie nowoczesna i komunikatywna. „Tlen” to śmiały eksperyment oparty na  obrazach ułożonych zgodnie z zasadą podświadomych skojarzeń oparty na szaleństwie rodem z „Techno Lust”. To wykorzystujący wiele poetyk teledysk hiphopowy będący częściowo animacją. Wyrypajew stylizuje swój film na interaktywna stronę internetową. Tlen jest ekstatycznym DJ-setem z znamiennym przesłaniem- bardzo awangardową formą traktatu filozoficznego.
„Kislorod” pokazuje nie tylko jak w kinie spójnie można połączyć różne dyscypliny sztuki. Tu także widać piękny splot kultury wysokiej z kulturą masową i kiczem. Zatem całość naszej rzeczywistości w kompletny całościowy sposób przejawia się w filmie.
    Ponadto kino bardzo inspiruje innych artystów do tworzenia. Dowodem na to jest  mój ulubiony wiersz  Marii Cranowicz inspirowany cudownym filmem „Niebo nad Berlinem „ Wernera  Herzoga  :

Also das Kind das Kind war

Kiedy dziecko było dzieckiem,
świat nie był całkiem niedobry.
Mleko smak miało metalu i dziecko
dmuchało zawzięcie do kubka.
Biały garb marszczył się pod kożuchem,
a w oczach kwitły ciemne plamki.

Kiedy dziecko było dzieckiem,
przeglądało się w tęczówkach łyżeczek
i wszystko stawało na głowie.
Dziecko jadło chleb z masłem lub płatki owsiane.

Codziennie dziecko układało
świat z kolorowych sześcianów, bardzo niestabilny.
Wtedy każdy palec mógł się okazać zawleczką,
każde mrugnięcie powieką Đ sygnałem apokalipsy,
kiedy dziecko było dzieckiem.

Dziś, kiedy dziecko jest dzieckiem,
umie już kontrolować zdziwienie czarnych brwi.
Udaje, że nie widzi, jak się z wrażenia
otwierają okna. Nie dostrzega szaleństwa
figlującego w prześwietlonych oczach. Patrzy,
a na dole betonowe płyty. I czysto. Jak po nikim.

Siła filmowego obrazu w oddziaływaniu na poetów  ma ogromny zasięg.
Widać to w znakomitej antologii pod redakcją Darka  Foksa: „ Niewinni Kaznodzieje. Filmowy zestaw wierszy poetów polskich  urodzonych  w latach 1958-1985”, opublikowanej przez Polską Federację Dyskusyjnych Klubów Filmowych.
Pozwolę sobie zacytować  fragment wiersza Marcina Barana  „Legnicki saspens” pochodzącego ze wspomnianej  publikacji.
…Byle tylko
Autor, niczym Hitchcock, pojawił się
we własnej   osobie w nie więcej niż jednym
wersie(mrucząc np. „Sonet to będzie czy
oktawa?”), by następnie zniknąć, choćby
i był  nawet poetką z Ciechocinka, która
specjalizuje się w ekologach industrialnych…

Na koniec  przytaczam moje własne utwory  inspirowane sztuką filmową  jako dowód, że ja też jestem owładnięta przez magię kina i twórczo przez nią stymulowana:



Święty czas w peruwiańskiej wiosce

(kadry z filmu Madeinusa)
nadchodzi święty czas
szukajcie najpiękniejszej dziewicy
przybierzcie ją w haftowany welon
zdejmijcie z krzyża Chrystusa
by mogła całować jego usta
na ulicach płoną sztuczne ognie
słychać brzęk gongów
wiatr pachnie cierpkim sromem
nadchodzi święty czas
otwórzcie trumny by poić zmarłych winem
bóg umarł
nie widzi
można sypać grzechami jak konfetti
oddać dziewictwo wioskowemu włóczędze
albo ojcu
zabić ojca tuż przed świtem




Gdyby Craig Potton spotkał Wernera Herzoga

cóż by sobie powiedzieli
obaj uwiedzeni przez tajemnicę przestrzeni
z pasją rzucają człowieka w kłębowisko skał i dżungli
tyle że w filmach Herzoga człowiek jeszcze istnieje
a na zdjęciach Pottona został już pożarty przez nieskończoność


Na koniec jeszcze  jako ciekawostkę zaznaczę, że motyw poezji i poety nie obcy jest sztuce filmowej a wręcz często w niej przywoływany. Widać to na przykładzie „Wojaczka” Lecha Majewskiego jak też „Całkowitego Zaćmienia „ Agnieszki Holland.   Tematami tych dzieł są wybitni twórcy poezji : Rafał Wojaczek, Artur Rimbaud i Paul Verlain.
A ponadto można jeszcze wspomnieć o następujących obrazach ruchomych z przewodnim motywem poetyckim: Szklane usta., reż. Lech Majewski (poeta umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Obywatel poeta, reż. Jerzy Zalewski (dok. biografia poety Z. Herberta), Biały oleander, reż. Peter Kosminsky (poetka, która zrujnowała sobie życie) Stowarzyszenie umarłych poetów, reż. Peter Weir (poezja jako pasja młodych chłopaków) i wiele innych.
  Jeden  z wybitnych polskich krytyków filmowych Rafał Syska pokazuje też, że  filmy Theo Angelopoulosa to przykład poezji obrazu. Jednak to już temat na kolejny esej.  Mam nadzieję, że w tym szkicu udało mi się pokazać dlaczego mim zdaniem kino jest tak ważną sztuką i jaką rolę odgrywa w tworzeniu innych dziedzin kultury, w tym jaki wpływ wywiera na poetów.








bez trzymanki



cisza
huk pod kloszem
światło wylewa się pali się

ciecz

żarówka pęka do białości żarzy się
krew

cień wosku na pięcie
gorączka cięciwę tnie

prysnęła rtęć


niedziela, 30 sierpnia 2015

Archiwalny tomik z 2006 roku już niedostępny
wiersze i fotki z książki dzięki skanom Michała Majewskiego dostępne są
pod linkiem: /plus.google.com/photos/105737955910286548499/albums/6185209807647080929?authkey=CNSsy9uYp7u9Ug




świeżo malowane 30 sierpnia 2015


wiersze z lipca i sierpnia 2015

wiersze z lipca i sierpnia 2015

****

spływa zieleń kaskadami
zagęszczona słońcem
seledynowa oleista
wiatr ciągnie za włosy morze
w stronę ogrodu
sól na kwiaty nam sypie
tak z nasycenia rodzą się
pastele

błyszczy się
rozłóż parasol

deszcz solny
deszcz piaszczysty
pełen płatków i liści
nie jesienny nie
staffowy
o falochron uderza

a ty idź nad staw szmaragdowy
do Krzesznej
wskrzesić ciszę nad wodą
co przypomina ciężarną kobietę

nakarm ją
bo tam susza grzmi

nakarm ją 
zanim luna
za piorunem wzejdzie





WĄWÓZ LICHTEINSTEIN


ziemia jest bezbronna
gdy zaprasza cię do 
intymnych kontaktów

oglądasz jej skalne wnętrzności
kamieniste płuca
serce z głazów narzutowych
pompuje źródlaną krew
w wapiennej aorcie wodospad

możesz być znów w łonie matki
jako świadomy człowiek nie embrion

ale wystarczy że mocniej zaciśnie
granitowe uda

setki kobiet z plecakami w czadorach z dziećmi na rękach
setki ojców rodziny i  singli
setki wielbicieli tęczy sportów ekstremalnych red bulla
domów rozkoszy nauk przedmałżeńskich

przepadną w czeluściach jej łona
zatrzasną się skały

cofnie wodospad
Wąwóz Lichtenstein zniknie z austriackiej mapy









CURRICULUM VITAE


praca mnie nie czyni wolną
nie pomnaża stanu ducha i posiadania
a cierpienie nie uszlachetnia 
nie powiększam produktu krajowego brutto nawet netto
nadto nie mam żadnej idei  przewodniej ani pobocznej
ambicji geniuszu bezczelnej fantazji bankiera
nie posiadam
nie manifestuję pod żadną ambasadą i domem kultu 
nie jestem feministką gospodynią domową ani nawet  ateistką
obca mi asceza antyteza
bliska synestezja 
dalekie złe nowiny ze  świata mediany
choć przeżywam wszystko jak mrówka okres i trzęsienie ziemi
bardzo pożądam bliźniego swego i każdej rzeczy która nie jego jest 
lecz była zanim zaczął się szarogęsić 
tam gdzie już przed  nim gęsi, ryby  a nawet atomy swój język miały











MANIFEST PRZECIW PUSTOSŁOWIU

język bez słów niech odsłoni zęby
kły z okostnej do kości wyszczerzy
do soli poza  ziemię niech wróci do solarności
bez Platona, idei platonicznej miłości i krzywych zwierciadeł

a wszystko będzie tym czym jest












MANIFEST ANTYFEMINISTYCZNY

to oczywiste nie rzuca się atomowych bomb
bo nikt nie pozna twojej siły 
iluminacja przed świadomością cię wypali

nie poznają  ciebie jeśli będziesz w mundurze i z karabinem
spójrz na ziemię 
ona nie broni się  
wbrew prognozom i wyliczeniom nikt nad nią nie panuje
kiedyś jedynie uśmiechała się znacząco
to było dawno zanim ten bezczelny uzurpator Da Vinci
wykroił jej usta a potem ukradkiem wkleił do swojego obrazu










BALLADA O GRZECZNEJ DZIEWCZYNCE

umiem być komandosem i bossem na tronie z eko skóry
w pośpiechu przegryzam jabłko zamiast berła mam hybrydę
na paznokciach
pod nimi krucha skórka niepańska lecz wysokiej klasy
na wysokich obcasach połysk haust
glamour na ustach strach wzbudzam
a tego czego nie pobudzę nie mogę zaspokoić
choć dopieszczam się w SPA sama śpię
adoruję siebie w centach luksusu moulin rouge tylko dla samotnych pań

ile mogę wypić zjeść i napełnić szaf
żeby sztucznie produkować serotoninę 
potem chodzę na odwyk do fitness club
zgodnie z nowoczesnym oprogramowaniem i gwarancją producenta
muszę trzymać fason





    Motto:
 "nie ma separacji między mną a
 źródłem z którego wszystkie istoty w
 całych wszechświatach znanych i nieznanych pochodzą"
Adam Anczykowski                                                                                        
TRANSMUTACJE
fotografia zrobiona przez teleskop Hubbla
przedstawia
trzymiesięczny płód w łonie matki
pod zdjęciem widnieje napis
dwie zderzające się galaktyki
człowiek człowiekowi kolizją wszechświatów
które były tu tylko przejazdem
na autostradzie wypadek
mała kosmiczna transmutacja
z rowu przy szosie dwie galaktyki
są jak dwa ziarnka piasku
albo pieprzyki za uchem
jeśli tak jest
 -myślimy
więc nas nie ma 








motto:

"Żadnych słów
będziemy rozmawiać czystą poezją,
we wspólnym przed-języku
ludzi"
                                Anna Nasiłowska

SZKLARNIA

szklana wata kaleczy dłonie
szklarnia z fioletowej folii

bezpieczna

powój oplata mnie jak śpiący wąż
na ciele nagiej kobiety kwiaty folią obleczone
czy gdyby nie ona byłyby jak prąd
kogo by poraził
ogrodnika
siewcę

kto podgląda mnie za woalką
za kurtyną
skóra w której żyję zbyt przezroczysta
kogo razi nagość
komu świeci  szklany klosz
pulsuje sztucznie nawożone życie
kwiaty które rodzę
jak w inkubatorze
od początku powleczone w folię
szeleszczą tak że nie uśniesz
chyba że po tabletce
zapakowanej w foliową saszetkę














                                          Rafałowi Szymborskiemu

WIERSZ  OKOLICZNOŚCIOWY
I
serce walentynkowe różni się od  prawdziwego
nie jest tak kształtne ani czerwone
łykowata bryłka mięśni
wiśniowa
rzeźnicka
opleciona kremowym  tłuszczem
wieńcem krzywych
mięsnych rurek
jak to możliwe że to nim cię kocham

jak to możliwe
że dzięki jeszcze bardziej kleistemu
pozbawionemu wszelkiej estetyki mózgowi
wciąż ekstatycznie o tobie myślę

tak intensywnie
aż serce i mózg czerwienią
mienią się niczym największa malarska paleta
szybciej plasują rureczki
wyładowania elektryczne
palą się żyły

II
gdyby miłość była jak chustka do nosa
 i można by ją włożyć do kieszeni na zewnątrz serca
nie przepalałyby się
ludzkie bezpieczniki
żyłoby się ekonomicznie bez skutków psychicznych









***
bez względu na to
czy ktoś pamięta o Kelsang Namco
czy dach świata runie kiedyś wysadzony
przez rebeliantów
(żeby nie powiedzieć mniej dyplomatycznie)

bez względu na to czy West Papua is free
uwielbiam free jazz
nie lubię free love
czy masz żonę czy mnie kochasz

bez względu na konsekwencje sankcje
teleportacje bilokację rosyjską ruletkę
opętanie
w imię ojca i diabła allaha
Jezusa Chrystusa i wszystkich zamarłych
i pod ochroną
bez względu na to czy z martwych powstali

do cholery jasnej pioruna ciężkiego
tylko dlatego

dopóki Słońce nie jest karłem
jeszcze nie eksplodowało

świat kręci się dalej









***
światło rozlane na rynnie
ścieka płynne srebro na asfalt
ty we mnie kapiesz
plączą się w ciszy nici DNA
bije podwójne serce
rynna w aureoli

ja błogosławiona
matka nieboska codzienna
na chodniku siatki i wózek









HARD CORE LIVE

powiedli mnie na pokuszenie
rockmeni z Enter Shikari
zawirowało
flash blood colours
intensywne jak wizja
na buddyjskim satsangu
albo trip DMT
utonęłam w ludzkim morzu
łapałam powietrze jak śnięta ryba
wokół mnie ciała
nad głowami
turlające się prosto z morza na scenę
ciała
pogrążona w orgii metalicznych dźwięków
pełna cudzych włosów

ocalałam
zostało mi w głowie
blaszane echo














JABŁKA

światło
zanurza w słonej wodzie
różowe ostrze

zapach surowych ryb
zamiast nich piekę w ogniu jabłka
owoce niegdyś zakazane
gniją w szkołach
pod blokami
w parkach

jabłka na wodzie jak muzyka Handla
może dotrą nawet na redę

ile mam ich rzucić
byś złapał choć jedno
ale nie zjadaj go
taki mamy szum informacyjny

dotykaj tylko zaróżowionej skóry
włóż rękę w żółty miąższ
niech ogień w owoc zaklęty
cię ogrzewa















motto:

"umierać trzeba w harmonii ze światłem
a on jeszcze jej nie osiągnął śmierć darowała"

 ***
Joanna jechała nad jezioro

zginęła ze swoim synem
w harmonii ze światłem
w samo słońce w zenicie

nad mazurskim lasem
w zgniecionej karoserii samochodu

umarła
pełna pomysłów na
recenzje i wiersze

podłączeni do respiratorów
konający w bólach nowotworowych i śpiączce
nigdy nie osiągną harmonii ze światłem

jakby śmierć budowała
labirynty Minotaura dla przegranych

ta baba niespełna rozumu
o poczuciu humoru jakiego w życiu nie spotkałam

a może to właśnie żywi najbardziej potrzebni są
po tamtej stronie by umarli zmartwychwstali















***
Z czarnych chmur zeszła skóra
jak po opalaniu
na niebie światło dzienne
ponad dachami bezwstydnie
obnosi się ze swoją nagością
na tym ciele świetlistym
jaskrawy różowy
piorun
nieruchomy
niczym długa żyłka
na środku moich piersi
niemy
stop klatka błyskawicy
czy to duch burzowy
może uciekł
( w tym upale ktoś zapomniał
zamknąć drzwi zaświatów)
czy pioruny są nieśmiertelne
posiadają dusze
zmartwychwstają
A może mają swój
burzliwy Hades









KOBIETY MARCINA AFRYKAŃSKIEGO
(notatki z obrazów)

twoje obrazy pełne kobiet
kobiety ścielą się jak płatki
zasuszonych kwiatów
jak psia sierść
na prześcieradle

jedna

wciąż ta sama

w słomianych lalkach
kalekim błaźnie
w buduarze wannie
bramie czerwonej
ogniu
szpitalnej sali
z bochenkiem chleba

jakby ta jedna mała dziewczyna
o czarnych włosach
amazońskiej grzywce
drobnych piersiach
była całym światem

jakby wszystkie kobiety tego świata
były nią

właśnie pali papierosa
siedząc na progu
drewnianej chaty

za chwilę wyprowadzi na spacer
dwa labradory








NAUKA UNIKANIA

pływamy razem w kwantowej zupie
posolonej  pyłem z księżycowych kraterów
dorastamy do zwinnego unikania wielkiej chochli
panicznie boimy się jej metalicznego odblasku
srebrne światło pulsuje non stop niczym gazowy płomień
nieważne że właśnie wpadł mi 
pył do oka 
piecze jak prawdziwa sól
jestem rybą 
muszę się natychmiast wyślizgnąć
płynę za tobą
dobrze znasz zwyczaje ryb 
dzikich zwierząt
a nawet plemion co przetrwają w amazońskiej dżungli
unikną ludożerców na Nowej Gwinei
płynę za tobą
przyczepiłam wodne narty do twojego wehikułu
jak Kaj saneczki do sań królowej śniegu
wierzę że kwantowa zupa nie zamarznie
choć wtedy wielka chochla byłaby nieruchoma
a my stalibyśmy się soplami
co jest lepsze
być zamarzniętym
lub nie być i bez ustanku ścigać się z chochlą









piątek, 5 grudnia 2014

wiersze pisane od lipca do listopada 2014

PUNKOWY WIERSZ ANTYPOLSKI

(dedykowany Marii Peszek za "Sorry Polsko")
są mężczyźni którzy zamiast twoich soczystych ud
spiralnych włosów
miękkich ust
wolą
siwiznę
solne twarze
swoich matek
ich  żylaste piersi
zgrabiałe dłonie

są mężczyźni
którzy
gdy sęp wyżera im wątrobę
heroicznie zaciskają zęby
służalczo potrząsają swoim łańcuchem
niczym ich jędzowate matki różańcem

są mężczyźni którzy nigdy nie pójdą na wojnę
za to regularnie chodzą do burdelu
ochoczo wydają tłuste premie
zarobione w korporacjach
za wolność naszą i waszą

są mężczyźni
od frontu krawat
od podwórka hard porno
jak ich matki

dulskie

obłudnice
solne płaczki

pokutnice
co spuszczają oczy

z pasją czułością
gładzą koraliki różańca
gdy zgwałcono
długonogą sąsiadkę

starzy mężczyźni przed niedzielną mszą
parzą zioła swoim matkom
już nie będą mieli żon
i tak wolą dziwki

są kobiety
które
za wolność naszą i waszą
wciąż
pali się na stosach

za społeczeństwo
na opak
na wspak
na forum
za opium  dekolt
za gender
afrykańskich
soft porno

za niewparzenie
tupet

zbyt giętki język

Amazonki Achaje
performerki w siatkówkach
na wysokich obcasach
panny z dziećmi
i te
co wstępują do Narodowych
sił
Rezerwowych
zamiast mężczyzn pójdą na wojnę












PÓŁ-SEN


splecione  nasze włosy
palce na ramionach
splecione nogi
krzyczę
przez
sen


przy
wracasz
mnie
ciszy czarnej skórze
nocy

pytasz

Lwianna napijesz się wody

rano
zmywasz naczynia
wynosisz śmiecie
jedziemy na grób
mojej
babci

kamienieję
w gardle zamarzły
słowa

rzucam
tylko
wiersze
na płytę z piaskowca

nie mam świeczek

znów przy
wracasz

mnie
moje ciało cmentarzowi

idziemy na przystanek


wkładam Ci pod kurtkę
zgrabiałe ręce

wracasz do żony

za dwa tygodnie
dzwonisz
mówisz

Lwianna śniło mi się
że miałaś jedną nogę w siatkowej
pończosze
do tego
czarny wysoki obcas

Twoja druga noga
była
ucięta






AUTOPORTRET
nie godzę się z losem
nie jestem pobłażliwa
pastelowa
koronkowa
nie z źrenicy opatrzności się wyłoniłam
ale ze Słonecznej kadzi

z ognia powstałam
w ogień się obrócę





ULEWA W OZIEMKÓWCE
krople wody na leszczynach
dzwonią o szyby
moknie kocia sierść
słońce zamknięte w bańce
na mleko
jak dzin w butelce
komin przecieka
leje się woda na węglową kuchnię
skrzypią stare deski
w szafach chroboczą myszy
przemoczeni
śpią gospodarze
kroplami ululani
pleśnią spowici


OWOC NA PÓŁ
nasze połówki
jak półksiężyce
skrzą się
ważą
grzeją
puszczają
sok
sączy się na mojej brodzie
twojej szyi
w pól drogi
do raju zawracam
na wpół przytomna
od ekstazy
bo nie chcę
połowicznie
ale na całość
na wieczność
zamiast
rajskiego jabłka
cała pomarańcza

ZAPIS

jest w komorze sercowej
krew go nie zmyje

na pamieć
znam wszystkie miejsca
w moim ciele
w środku
na zewnątrz
gdzie się zapisałeś

Twój niewidzialny tatuaż
otula mnie jak aureola

jeszcze iskry po Tobie

wplatane w moje włosy
śpią

Twój zapis
zabliźnił we mnie blizny
telegonii

zmienił bieg
historii



***
skrapla się jedwab
sączy się czerwień
skóra ślisko
w ciszy
pragnie
serce w sejfie
szamocze się
łopocze
jak duch
bez ciała
na wietrze



motto:

"umierać trzeba w harmonii ze światłem
a on jeszcze jej nie osiągnął śmierć darowała"

Joanna jechała nad jezioro

zginęła ze swoim synem
w harmonii ze światłem
w samo słońce w zenicie

nad mazurskim lasem
w zgniecionej karoserii samochodu

umarła
pełna pomysłów na
recenzje i wiersze

podłączeni do respiratorów
konający w bólach nowotworowych i śpiączce
nigdy nie osiągną harmonii ze światłem

jakby śmierć budowała
labirynty Minotaura dla przegranych

ta baba niespełna rozumu
o poczuciu humoru jakiego w życiu nie spotkałam

a może to właśnie żywi najbardziej potrzebni są
po tamtej stronie by umarli zmartwychwstali



***
Z czarnych chmur zeszła skóra
jak po opalaniu
na niebie światło dzienne
ponad dachami bezwstydnie
obnosi się ze swoją nagością
na tym ciele świetlistym
jaskrawy różowy
piorun
nieruchomy
niczym długa żyłka
na środku moich piersi
niemy
stop klatka błyskawicy
czy to duch burzowy
może uciekł
( w tym upale ktoś zapomniał
zamknąć drzwi zaświatów)
czy pioruny są nieśmiertelne
posiadają dusze
zmartwychwstają
A może mają swój
burzliwy Hades


KOBIETY MARCINA AFRYKAŃSKIEGO
(notatki z obrazów)

twoje obrazy pełne kobiet
kobiety ścielą się jak płatki
zasuszonych kwiatów
jak psia sierść
na prześcieradle

jedna

wciąż ta sama

w słomianych lalkach
kalekim błaźnie
w buduarze wannie
bramie czerwonej
ogniu
szpitalnej sali
z bochenkiem chleba

jakby ta jedna mała dziewczyna
o czarnych włosach
amazońskiej grzywce
drobnych piersiach
była całym światem

jakby wszystkie kobiety tego świata
były nią

właśnie pali papierosa
siedząc na progu
drewnianej chaty

za chwilę wyprowadzi na spacer
dwa labradory









AUTOPORTRET
nie godzę się z losem
nie jestem pobłażliwa
pastelowa
koronkowa
nie z źrenicy opatrzności się wyłoniłam
ale ze Słonecznej kadzi

z ognia powstałam
w ogień się obrócę